poniedziałek, 12 września 2016

O tym, co wyjść miało na zawsze...

... a wyszło na chwilę.
Chociaż skłamałabym pisząc, że wszystko ;-)
Obiecane zdjęcia prac, które pojechały ze mną na dożynki.
Pozbierałam z pracowni co miałam, trochę dorobiłam i te nowe właśnie pokażę.
Reszta gdzieś w galerii jest.
Za jakość zdjęć przepraszam, szybko robione, a i warunki niespecjalne.
Cóż, innych nie będzie.
 
Na początek stado sówek kolorowych. Kształt zaprojektowałam i wycięłam sama, ale pomyślunek na dekorację podpatrzyłam u koleżanki.
Za pozwoleniem i z pewną modyfikacją wykorzystałam.  Tulio, dziękuję :-*
 
Następnie  kilka pudełek
(niektóre zmalowane dawno, ale teraz doczekały się wykończenia)
 
I jeszcze kilka serc z motywatorami dnia codziennego
(niektóre napisy pochodzą z sieci, lecz autorów nie znalazłam :( 
gdyby ktoś odnalazł swoją własność bardzo proszę o kontakt)
 
Na koniec kilka notesów w kolorowych okładkach
(zdjęcia fatalne, robione zapakowanym notesom już na stoisku,
 bo klejone były do późnych godzin nocnych i
 już nie miałam siły na jakąkolwiek sesję w pracowni)

To tyle... coś poszło w dobre ręce, coś wróciło na warsztatowe półki.
Ogólnie mówiąc na dożynkach najlepiej sprzedaje się piwo ;-D
Pozdrawiam i do następnego :-)

4 komentarze:

  1. Piwo.
    ...I losy... Siostro najlepsza.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak bogato! Wszystkie prace piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sówki są cudne.
    A ile świetnych pomysłów na notesy!

    OdpowiedzUsuń